|
Saturday, 04 July 2009
|

Roman Dzwonkowski SAC, ur. 30.11.1930 we wsi Dzwonek na Mazowszu, w rodzinie chłopskiej o tradycjach szlacheckich. Gimnazjum ukończył w Ostrołęce w 1949. W tym samym roku wstąpił do Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego (Księża Pallotyni) i rozpoczął nowicjat w Ołtarzewie k. W-wy. W 1958 ukończył tam studia filozoficzno-teologiczne, po przyjęciu, rok wcześniej, święceń kapłańskich. W międzyczasie druga, "państwowa” matura w Warszawie w 1957 r. w liceum dla pracujących.
W latach 1958-1961 studia z zakresu katolickiej nauki społecznej na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL, zakończone magisterium na temat Ksiądz Piotr Wawrzyniak jako działacz społeczny 1849-1910 (rozprawa opublikowana w pracy zbiorowej Na okazanie drogi, Poznań 1975), a następnie praca wykładowcy w seminarium duchownym w Ołtarzewie. Doktorat na KUL (1966) uzyskany na podstawie rozprawy Społeczne listy pasterskie biskupów polskich 1891-1918 (Paryż 1974). Po rocznych studiach w Institut Catholique w Paryżu (1966-1967), praca w seminarium duchownym w Ołtarzewie. [więcej...]
|
Wstęp
Papież Jan Paweł II w Orędziu na XXIV Światowy Dzień Pokoju z dn. 1 I 1991 wskazał na motywację obrony wiary. „Wiara religijna, pisał, jest tak ważna dla narodów i dla pojedynczych osób, że w wielu przypadkach są one gotowe do wszelkich ofiar, aby ją ocalić”1. Obrona życia religijnego przez parafie katolickie w czasach jego prześladowań w ZSRS, a następnie ofiarna odbudowa jego ośrodków i budowa nowych, w postaci kościołów, parafii i innych instytucji kościelnych, jest dowodem słuszności tych słów.
|
W Kościele katolickim obrządku łacińskiego, na ziemiach zwanych Kresami Wschodnimi dawnej Rzeczypospolitej, równolegle z bardzo korzystnymi dla niego zmianami instytucjonalnymi, dokonały się, w ciągu ostatnich 20 lat, historyczne zmiany kulturowe. Język łaciński, od dwóch tysięcy lat nienaruszalny w liturgii tego Kościoła, został na Białorusi (i gdzie indziej), zastąpiony językami narodowymi - polskim i białoruskim, a obok odwiecznej paraliturgii, czyli nabożeństw dodatkowych w języku polskim, pojawiła się paraliturgia w języku białoruskim. Zmiany te spowodowały pojawienie się nieznanych przedtem problemów. Są one, ogólnie mówiąc, wynikiem istnienia obecnie we wspomnianym Kościele dwóch kategorii wiernych: Polaków i Białorusinów. Poniższe rozważania są próbą opisu i wyjaśnienia wspomnianych problemów.
Polacy na Białorusi
Katolickie społeczności polskie istniejące na Białorusi (i gdzie indziej na Kresach Wschodnich) są inne niż w Polsce. Obejmują bowiem kilka kategorii osób. Są to nieliczni już obywatele II Rzeczypospolitej; ci, którzy nimi nie byli, lecz czują się Polakami, znają język polski i mają w paszporcie obroniony przez nich zapis narodowości polskiej; ci, którzy nie znają języka polskiego i są zapisani do innej narodowości niż polska, lecz czują się Polakami oraz ci, których samoidentyfikacja narodowa jest dwukierunkowa: polska i białoruska. Wszyscy są innymi Polakami niż Polacy w Polsce, często o większym przywiązaniu do niej niż ich rodacy w kraju. Ich językowa i kulturowa odrębność, jest cennym wzbogaceniem polskości. Ta ostatnia jest jednak zawsze znacznie szersza, niż w obecnej Polsce, bo oparta na odczuciach dawnej wielonarodowej Rzeczypospolitej. W związku z tym badaczom wydaje się stopniowalna, niepewna lub niejasna1.
W wyniku likwidacji przez władze carskie szkolnictwa polskiego już w połowie XIX w., język polski na dawnych Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej przestał być tzw. wartością rdzenną Polaków, to znaczy istotną dla ich tożsamości narodowej. Stało się nią natomiast wyznanie katolickie obrządku łacińskiego. Łatwo jest tam spotkać ludzi słabo znających język polski lub nawet nie znających go wcale, lecz identyfikujących się z narodowością polską. Podobną sytuację spotykamy wśród innych narodowości b. ZSRS. Są osoby o samoidentyfikacji białoruskiej, znające tylko język rosyjski, ukraińskiej, nie znające języka ukraińskiego, żydowskiej nie znających jidysz czy hebrajskiego i inne podobne samoidentyfikacje. W Finlandii część Finów mówi po szwedzku. Dlatego przyjęcie kryterium językowego jako identyfikatora przynależności narodowej, nie odpowiada rzeczywistości. W okresie międzywojennym w użyciu był w Polsce termin „polskojęzyczni obywatele”, nie określający ich narodowości.
Za decydujące kryterium przynależności do danego narodu należy uznać osobiste oświadczenie danej osoby, a nie znajomość jego języka2. Istnieją odrębne narody posługujące się tym samym językiem, jak w wypadku Anglików i Irlandczyków. Pisał o tym przed laty Sokrat Janowicz: „Utrata mowy etnicznej, nie musi wyrokować o śmiertelnym zejściu samej narodowości, co udowodnili Irlandczycy”3.
Typ polskości istniejącej na Kresach Wschodnich jest inny niż w Polsce. Polega ona na duchowej odrębności w stosunku do otaczającej i przeważającej kultury ruskiej, na uczuciowym związku z polskością, trudnym do określenia w kategoriach ściśle naukowych i na ukrytym patriotyzmie polskim4, wyrażającym się w przywiązaniu do języka polskiego w kościele, jako jedynej, dostępnej formy manifestowania polskości i ostatniej już ostoi tożsamości narodowej. W związku z tym powstało określenie „kościelni Polacy”5 sugerujące niejasny i wątpliwy rodzaj ich polskości. Tymczasem to właśnie ona w czasach panowania Związku Sowieckiego stała się powodem prześladowań i represji. To ci Polacy zostali wówczas najbardziej „dotknięci przemocą” w porównaniu z innymi nacjami. Tysiące z nich znalazło się w łagrach i straciło życie. Przez pół wieku ich losy były w PRL, w wyniku działań cenzury, pomijane całkowitym milczeniem. Dlatego ich obecne problemy są dziś w Polsce nieznane.
Po II wojnie światowej na Białorusi pozostała uboga, głównie wiejska ludność polska, administracyjnie zatrzymana w kołchozach, przez pozbawienie jej dowodów osobistych. W sposób godny wielkiego uznania przekazała ona w rodzinach swoim dzieciom i wnukom wiarę w Boga i przywiązanie do Kościoła katolickiego. Była jednak bezradna, poza wyjątkami, wobec antypolskiego programu nauczania historii i literatury w szkołach rosyjskich czy białoruskich i wobec realizujących podobny program mediów. Z polskich rodzin wyszli więc nierzadko zdecydowani Białorusini, widoczni obecnie wśród młodszego pokolenia duchowieństwa i inteligencji. Wiarę w Boga zawdzięczają swoim babciom, głęboko przywiązanym do niej i do polskości, rzadziej rodzicom. Ich białoruska samoidentyfikacja jest rezultatem informacji i formacji narodowej, otrzymanej w szkołach i organizacjach młodzieżowych6. Charakterystycznej konwersji narodowej dokonują często alumni z Białorusi, odbywający studia w zakonnych seminariach duchownych w Polsce. Wyjeżdżają z samoidentyfikacją polską, a po ich ukończeniu powracają z narodową świadomością białoruską i z nastawieniem na szybką białorutenizację języka w kościołach, bez liczenia się z nastawieniem wiernych.
Na wielonarodowych, wieloetnicznych i wielokulturowych dawnych Kresach Wschodnich I i II Rzeczypospolitej, będących pod tym względem zjawiskiem niespotykanym w Europie zachodniej, samookreślanie się narodowe bywało różne, nawet w tej samej rodzinie. Trzej rodzeni bracia wybierali niekiedy inną narodowość: polską, białoruską, litewską7. Na Ukrainie samoidentyfikacja dwóch braci bywała inna, jednego polska, drugiego rusińska8. W XIX w., po powstaniu styczniowym, w czasach największego antypolskiego ucisku, gdy nie istniało państwo polskie, identyfikację z polskością samorzutnie przyjęły na Wileńszczyźnie katolickie wioski litewskie i białoruskie. Umocniły się w niej w czasach prześladowania Polaków w Związku Sowieckim, gdy tysiące ich mieszkańców znalazło się w łagrach i straciło życie jedynie z tego powodu, że uważali się za Polaków i byli katolikami.
Nieznanym w Polsce rysem Polaków na dawnych Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej jest również i to, że do niedawna wszyscy, a obecnie ogromna większość, w sferze religijnej posługuje się językiem polskim, a w komunikacji codziennej na wsi tzw. językiem „prostym”, czyli gwarą białoruską, a w miastach językiem rosyjskim. Ten ostatni jest dla wszystkich środkiem komunikacji społecznej, choć kulturowo jest on obcy Białorusi, ponieważ nie jest jej narodowym językiem9.
Osobliwość Kościoła katolickiego na Białorusi.
Sytuacja kulturowa Białorusi jest trudna, ponieważ Białorusini w swej podstawowej masie nie posiadają tożsamości narodowej17. Nie określają się bowiem, ani przez swoje wyznanie jak Polacy, ani przez swój język, ponieważ powszechnie posługują się rosyjskim. W tej sytuacji po stronie białoruskiej Kościół zaczął być postrzegany jako czynnik budowania białoruskiej świadomości narodowej katolików obrządku łacińskiego. Tym bardziej, że stanowią oni najbardziej aktywną religijnie i społecznie część liczącej 10 milionów ludności Republiki Białoruskiej. Ocenia się ją na ok. 1/5 ogółu jej mieszkańców. Białorutenizacja języka liturgii, nauczania, katechezy dzieci i młodzieży, może temu skutecznie służyć.
Język białoruski jest w takim lub innym wymiarze obecny w liturgii i paraliturgii na terenie całego kraju. W części zachodniej stosowane są zwykle dwa języki w odrębnych liturgiach, co jest optymalnym rozwiązaniem. Na wschodzie kraju, gdzie dawne środowiska polskie i katolickie utraciły znajomość języka polskiego panuje język białoruski.
Należy postawić pytanie, jaką ma ona motywację: duszpasterską, czy pozakościelną, etyczną, czy etniczną. Wiadomo, że ta ostatnia dochodzi do głosu. Księża, którzy się nią kierują, są dobrze widziani przez władze. Jednak ci wierni, którzy oczekują języka polskiego w kościele, mają prawo do tego, by ich oczekiwania i postulaty były uszanowane i wysłuchane. Takie jest nauczanie Kościoła, który nie akceptuje odgórnego decydowania o języku liturgii wbrew samym wiernym lub o ich przynależności narodowej przez duszpasterza, miejscowe władze kościelne czy państwowe. Byłoby to bowiem zaprzeczeniem zasadniczej misji Kościoła katolickiego, to znaczy jego otwarcia dla każdej narodowości i jej języka.
W dyskusjach na temat poruszanych tu problemów można usłyszeć zdanie, że zadaniem Kościoła nie jest służenie zachowaniu świadomości narodowej Polaków i uczenie ich języka polskiego. Jest ono całkowicie słuszne. Lecz zadaniem tym, nie jest także zmienianie tej świadomości na inną, za pomocą innego języka w kościele, jeśli wierni tego nie oczekują. Ma to jednak miejsce tam, gdzie pragną mieć oni w liturgii swój język, lecz są go pozbawieni. Warto przypomnieć tu stwierdzenie białoruskiego historyka z Polski, Jerzego Turonka, który w 1993 r. pisał:„Skoro ta ludność, bez względu na język i pochodzenie, uważa siebie za Polaków, to nie mam żadnego prawa wpływać na to zdanie”18. Wypowiadane jest także niekiedy bezkrytyczne uzasadnienie eliminacji języka polskiego w postaci zdania: „tu nie Polska, tu Białoruś”, jak gdyby język modlitwy zależał od miejsca zamieszkania, a nie od wewnętrznej potrzeby człowieka.
Przez wieki kościoły na Białorusi były, zwłaszcza w czasach ucisku i prześladowań, oazami duchowego pokoju i poczucia bezpieczeństwa. Obecnie, w wyniku zmian językowych często przestają nimi być, z trudnymi do oceny skutkami dla życia religijnego wiernych.
Nowe języki narodowe w liturgii i duszpasterstwie Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego na Białorusi, na Ukrainie i dalej na Wschodzie są, jak powiedziano, oczywistą potrzebą i koniecznością. Wynikła ona z nowego składu narodowego wiernych, jaki obecnie zaistniał, a więc z potrzeby duszpasterskiej. W ciągu ubiegłych 20 lat Kościół ten przedtem kulturowo polski, ze względu na oczekiwania ogółu wiernych, staje się także kulturowo białoruski, ukraiński czy rosyjski. Powstał jednak poważny problem, wynikający stąd, że obecna w nim od wieków ludność polska oczekuje nadal języka polskiego. Natura Kościoła i jego nauczanie wymaga. respektowania tego oczekiwania. Jest to wymogiem sprawiedliwości, szacunku dla najgłębszych uczuć religijnych i duchowego dobra wiernych.
Czy polski język w Kościele katolickim obrządku łacińskiego na
Białorusi jest rekwizytem minionej epoki ?
Zwolennicy białorutenizacji języka w Kościele głoszą opinię, że język polski w kościołach w tym kraju jest już rekwizytem minionej epoki. Publicysta polski pisał na ten temat: „Kultura polska rozwijana na Białorusi jest coraz bardziej obca wszystkiemu co miejscowe, własne, autentyczne (…) Na Białorusi nie ma miejsca na autentyzm i rozwój życia duchowego w przyszłości nigdzie poza językiem białoruskim (…) Polska Msza i polska paraliturgia staje się coraz bardziej sentymentalnym rekwizytem minionej epoki (…) Kościół na Białorusi staje się stopniowo Kościołem białoruskim i innej drogi dla niego nie ma. Alternatywa jest tu bowiem tylko sztuczne podtrzymywanie polskości, która po wymarciu ich nosicieli sama zniknie, co może wprowadzić Kościół w duchową pustkę tubylczej rosyjskości”19.
Jest to wypowiedź arbitralna, oparta na powierzchownej znajomości problemu, charakterystyczna dla obserwatora z zewnątrz. Nieuprzedzeni duszpasterze wiedzą, że język polski w Kościele na Białorusi nie jest jedynie „sentymentalnym rekwizytem minionej epoki”, lecz jest wyrazem głębokich uczuć religijnych, narodowych i przekonań wielkiej części jego wiernych, najbardziej zasłużonej dla Kościoła katolickiego. Wspomniane wyżej badania wskazały na wciąż bardzo wysoką rangę języka polskiego w odczuciach ludności polskiej, gdy chodzi o życie religijne i system wyznawanych przez nią wartości. Dlatego broniła go ona w przeszłości i broni obecnie, choć nie jest w stanie czynić tego w sposób głośny i zorganizowany, z powodu trudnej sytuacji politycznej, w jakiej się znalazła i z braku własnej elity intelektualnej, zdolnej do formułowania jej postulatów w dziedzinie życia religijnego. Nie jest „sztucznym podtrzymywaniem polskości”, ponieważ jest odpowiedzią na jej zdecydowane oczekiwania.
Zaskakujące jest twierdzenie cytowanego autora o obcości kultury polskiej na Białorusi, gdzie jest ona obecna, swojska i tak lub inaczej znana od niemal 600 lat. Kultura ta, pomimo straszliwego i barbarzyńskiego jej niszczenia w czasach komunizmu, trwa tam nadal w postaci nie tylko piękniejszych często niż w Polsce odnowionych kościołów, lecz i rozbrzmiewającego w nich z wielką siłą języka modlitwy i odwiecznych pieśni o tych samych co w Polsce melodiach, choć coraz częściej w białoruskiej już wersji językowej.
Pesymistyczna perspektywa rychłego wymarcia, „nosicieli polskości”, którą autor ten zapowiada, jest też niezbyt przekonująca. Najbardziej świadoma część liczącej na Białorusi, według oficjalnych danych ok. 400 tys. osób mniejszości polskiej, nie chce iść za sugestią popełnienia samobójstwa narodowego przez wyrzeczenie się języka polskiego w kościele. Przetrwała ona straszliwe represje w czasach Związku Sowieckiego i może przetrwać obecny, bardzo ciężki dla niej okres ze względu na bezprecedensową w jej dotychczasowych dziejach, bardzo niepokojącą i niesprzyjającą temu przetrwaniu sytuację w Kościele i w państwie. W związku z tym stoi ona wobec trudnego zadania. Jest nim pogłębianie i utrzymanie w nowych warunkach własnej świadomości i tożsamości narodowej. W tej dziedzinie niezastąpiona będzie rola miejscowej inteligencji polskiej, zdolnej do formułowania, obrony i reprezentowania w Kościele i w państwie spraw polskiej mniejszości narodowej na Białorusi.
Jest natomiast prawdą, co pisze wspomniany autor, że „Kościół na Białorusi staje się stopniowo Kościołem białoruskim”. Budzi ono jednak duży niepokój. Określenie „Kościół białoruski” może bowiem prowadzić do całkowitej eliminacji z kościołów języka polskiego, którego oczekuje ogromna część wiernych i do nadania mu charakteru językowo wyłącznie białoruskiego i narodowego. Takie dążenie byłoby przeciwne katolickości Kościoła i jego misji i byłoby przejawem nietolerancji, która, jak pisze Jan Paweł II „może się wkradać w każdą dziedzinę życia społecznego”20, także i religijnego. W tym wypadku jest ona zawsze niezwykle bolesna dla ludzi, krzywdząca i niszcząca życie religijne.
Wydaje się, że w wypadku Białorusi źródłem inspiracji mogła by być sytuacja istniejąca od stuleci w Szwajcarii i w tamtejszym Kościele katolickim. Zrezygnowano tam świadomie z tworzenia jednojęzycznego i monokulturowego państwa narodowego i stworzono jedność innego typu21, zgodnie z tradycyjną zasadą Kościoła unum e pluribus – jedność w wielości. Szwajcarskie doświadczenie pokazuje to, że jeden i ten sam język nie jest koniecznym warunkiem zaistnienia zwartej wspólnoty narodowej i religijnej W Szwajcarii są trzy główne języki urzędowe - francuski, niemiecki i włoski. Podobnie jest w Kościele katolickim i w Kościołach innych wyznań. Jest jednak jeden Kościół katolicki, jeden naród i jeden patriotyzm.
   
|